Cierpkapuram – historia pewnej przyjaźni

O. Andrzej Cierpka OMI - zdjęcie w wieku dojrzałym

Ze zbiorów Misjonarzy Oblatów w Poznaniu

Pomnik O. Cierpki na drodze Thalvupadu - Mannar - maps.google.com35 lat temu stanął w Thalvupadu k. Mannar na Sri Lance pomnik polskiego misjonarza Cejlonu O. Andrzeja Cierpki OMI. Umieściliśmy go nawet na mapach Google. Niewykluczone, że ów dzielny Rodak znany jest bardziej na Sri Lance niż w Polsce. Do zbadania jego niezwykłej historii zachęcił nas Prof. Chandrakanthan, który miał okazję poznać go w młodości. Do niedawna Wyspa ogarnięta była wojną domową. W kwietniu 2016 r. wyjeżdżaliśmy tam z mieszanymi uczuciami, wszyscy znajomi odradzali podróż, a ubezpieczyciele podbijali stawki, tłumacząc się “pasywnym stanem wojny”.

W przeciwieństwie do większości turystów udaliśmy się na północ wyspy, bo tam właśnie prowadził działalność bohater naszych poszukiwań. Żadnych “Tygrysów” nie spotkaliśmy, za to wiele miejsc zaminowanych i zniszczeń wojennych, wojska rządowe, wdowy, sieroty i ludzką biedę. I do tego piękne plaże, pracowitych rybaków, rozmodlonych Tamilów różnych wiar, pilnie uczące się dzieci i wielkie pragnienie zrównoważonego rozwoju. W grudniu tego samego roku Wojtek Ostrowski dokręcił nam dodatkowy tydzień zdjęć, tym razem ściśle na temat O. Cierpki. I tak w ekspresowym tempie, także dzięki współpracy Rodziny Misjonarza, Oblatów w Polsce i zagranicą oraz kilku innych dobrych i życzliwych dusz z różnych stron świata powstały dwa filmy: “Cierpkapuram – historia pewnej przyjaźni” – nt. Ojca Cierpki oraz “Ludzie morza, pracy i modlitwy” – z szacunku dla ciężkiej i, niestety jak w wielu miejscach na świecie, niewdzięcznej pracy miejscowych rybaków.

Dzisiaj na Sri Lance O. Cierpka, znany z tego iż budował dla ludzi domy, osiedla i drogi, przydałby się chyba jeszcze bardziej niż 35 lat temu. Jest tam obecnie, na Północy Wyspy, wielkie pole (niestety również pole minowe) dla powojennej odbudowy, inwestycji w lokalny przemysł (np. cementownie) oraz infrastrukturę (z koleją idzie powoli, a lotnisko w Jaffnie, kiedyś międzynarodowe, wykorzystywane jest głównie przez wojsko). Na odkrycie czeka turystyka. Piękne plaże Oceanu Indyjskiego aż się proszą o swoją orientalną Rivierę. Do Indii jachtem jest stamtąd w najwęższym miejscu 17 km… Rośnie mnóstwo pożytecznych roślin: kokosy, mango, nieznane w Europie warzywa i zioła bogate w minerały. Na płyciznach oceanicznych są świetne warunki dla hodowli krewetek. Nie wiadomo, czy potencjalni inwestorzy bardziej obawiają się korupcji, nacjonalizacji, czy też wybuchu nowego konfliktu. W końcu nazwą oficjalną dawnego Cejlonu jest “Demokratyczno-Socjalistyczna Republika Sri Lanki”. Kiedy na przełomie kwietnia i maja odwiedziliśmy Colombo, stolica stała już w gotowości na pochód 1-majowy. Nie dało się odpędzić skojarzeń rodem z PRL-u.

Ale nie jest to też sytuacja tożsama z rokiem 2009, gdy zakończyła się wojna domowa. W 2014 r. ONZ rozpoczęła własne śledztwo nt. przestrzegania praw człowieka wobec tamilskiej ludności cywilnej. Rządowi zależy na cywilizowanych stosunkach z zagranicą i chyba jednak na inwestycjach, choć wszelkie ruchy z zagranicy są pod bardzo ścisłą kontrolą. Po części pewnie i w obawie o odrodzenie tamilskiej partyzantki. Żródło konfliktu dość dobrze scharakteryzował w swoich listach z lat 60’tych XX w. sam O. Cierpka, a o czym jest także mowa w filmie “Cierpkapuram”:

Mieszkańcami [Sri Lanki] są w 3/4 Singalezi wyznający buddyzm. Pozostali to Tamilowie wyznający hinduizm i nieco mniejszych nacji. Chrześcijan jest po równo w każdym narodzie, prawie co dziesiąty. Nie ma jednak pomiędzy nimi spokoju, zwłaszcza odkąd Tamilom zabrali prawa obywateli. Wielka polityka i uprzedzenia są tu problemem, nie religia. Singalezi mają to przeciw Tamilom, że za głośno upominali się o wolność narodową i niezależne od Singalezów państwo, na co Singalezi nie mają ochoty wcale się zgodzić. Tamilowie uważani są za obywateli drugiej klasy.

Tymczasem Tamilowie dzisiaj najbardziej potrzebują inwestycji i rozwoju, nikt już tam nie myśli o wojnie. Podobne wnioski można znaleźć w noweli filmowej Sivaharana Rajkumar, którą kilka miesięcy temu udostępniliśmy polskim widzom. Taka to garść refleksji nasuwa się na styku historii polskiego misjonarza i współczesnych losów jego dawnych parafian.

Poniżej zamieszczamy przekład pisanego nieco patetycznym językiem, a jednak serdecznego życiorysu naszego dzielnego Rodaka. Oryginał: Red. P. Jesuthasan. Rev. Fr. Andrew Cierpka OMI (1905-1982), [w:] Our tribute to our Oblate predecessors. Biographies of the deceased Oblates. Oblate Study Club. Ampitiya. Tom III, Cz. 2 (1976-1998), s. 92-93.

“O. Andrzej Cierpka OMI urodził się 28 listopada 1905 r. w Dębnicy, na terenie ówczesnej diecezji poznańskiej z rodziców Walentyna Cierpki oraz Katarzyny zd. Wnuczak. Nauki pobierał w Kolegium na Ostrowie w Poznaniu. W roku 1925 dołączył do Oblatów Maryi Niepokalanej. W wieku 23 lat prezentował się przystojnie jako wysoki mężczyzna, pełny przy tym apostolskiego zapału. Po odbyciu nowicjatu w Markowicach złożył pierwsze śluby 15 sierpnia 1926 r. Już jako scholastyk opuścił rodzinną ziemię, by 21 grudnia 1928 r. stanąc na ziemi cejlońskiej i kontynuować swoje studia seminaryjne. Dołączył wówczas do Oblatów pracujących w diecezji Jaffna. Trzy lata później, po zakończeniu tamtejszych studiów teologicznych, został wyświęcony na kapłana przez biskupa Jaffny Guyomar, 17 czerwca 1931 r. w Colombogam.

Oprócz rodzimej polszczyzny O. Cierpka władał językami francuskim i niemieckim. Angielski i tamilski przyswoił z łatwością. Jako utalentowany muzyk posiadał również zmysł estetyczny, jak też i praktyczną wiedzę elektryczno-mechaniczną. Wyposażony w talenty naturalne i zdobytą wiedzę, jak też obdarowany właściwą Polakom odwagą wiary, która zrodziła bohaterów pokroju św. Maksymiliana Kolbego, O. Cierpka rozpoczął okrągłe pięćdziesiąt lat swojego apostolatu.

Jego delikatna mowa, promienny uśmiech, zaraźliwe poczucie humoru i pełne empatii podejście do ludzi zjednało mu przywiązanie i zachwyt w każdej parafii, w której służył. Posługę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w Mullaitivu, w czerwcu 1932 r. W styczniu 1933 r. został postawiony jako proboszcz na czele trudnej misji w Arippu. Następnie posługiwał jako proboszcz w kolejnych parafiach: Ilavali (1936), Colombogam (1936-1937), Point Pedro (1937-1939 oraz 1952-1956), Mullaitivu (1956-1959 oraz 1960-1961), Pallimunai (1961-1967 oraz 1968-1975), oraz Thalvupadu (1976-1982).

Gdziekolwiek się udawał, odnawiał i upiększał kościoły, służąc swymi talentami artystycznymi. Elektryfikował kościoły i zabudowania misyjne. Za przykład jego kunsztu budowlanego niech posłuży fasada i piękny ołtarz, które wykonał dla kościoła św. Józefa w Magona – Puloly, Point Pedro. Jako zarządca wydawnictw katolickich w Jaffnie (1939-1951) ujawnił o wiele więcej swoich możliwości i talentów. Nadał nowy ton i szyk drukarni, poprzez modernizację maszyn i urządzeń. Dzieła rozkwitały, rósł prestiż. Podczas wielkiej procesji eucharystycznej w 1939 r. w Jaffnie O. Cierpka przyozdobił miasto wyrazistymi banerami, dostarczył komunikatywnych ulotek oraz eleganckich obrazków i pamiątek. Otworzył stolarnię wytwarzającą meble szkolne oraz zakład kamieniarski. Był to czas wielkiej prosperity wydawnictw katolickich w Jaffnie.

Parafia, którą O. Cierpka szczególnie umiłował, znajdowała się w Pallimunai k. Mannar. Przez weteranów duszpasterstwa uznana za pośmiewisko i “łoże madejowe”, przez O. Cierpkę została przekształcona w “różany ogród”. Pozostał tam przez 14 lat. W jaki sposób tego dokonał – graniczy z cudem. O. Cierpka był dobrym strzelcem, a jego ulubioną rozrywką – polowanie. Kiedykolwiek miał sposobność, swój wolny dzień spędzał w dżungli. Najpiękniejszy jego dzień nastał, gdy w radio ogłoszono wybór polskiego kardynała Karola Wojtyły na Papieża Jana Pawła II! Cóż za uniesienie! Polski papież pociągnął do siebie świat, wyrównał kurs Kościoła i zapisze się w historii jako największy z papieży współczesności.

Mozolna praca odcisnęła piętno na zdrowiu O. Cierpki. Thalvupadu, niewielka wioska rybacka w okolicy Mannar, była ostatnią parafią, w której służył. Posłano go tam na wypoczynek. Ale to było do niego niepodobne. On chciał uczynić z niej diament w koronie. Kupował ziemię, rozszerzał wioskę, budował nowoczesne domy i drogi. Zelektryfikował miejscowość i poprowadził wodociągi. Ludzie byli zdumieni tą transformacją. Ich wioseczka przekształciła się w miasteczko. W szale radości nazwali ją, dla uczczenia swojego umiłowanego duszpasterza – CIERPKA PURAM.

W kilka miesięcy później O. Cierpka zachorował i został przyjęty do szpitala w Jaffnie. Po kilku dniach niespodziewanie radio podało wiadomość o jego zgonie i pochówku planowanym nazajutrz w Jaffnie. Biskup Tom Savundranayagam z Mannar niezwłocznie pospieszył do Jaffny, w otoczeniu autobusów, busów i samochodów wypełnionych diecezjanami. Jedyne czego chcieli, to by ich zmarły pasterz został pochowany pośrodku nich, w Mannar. Ich prośbie stało się zadość. Po mszy żałobnej w katedrze w Jaffnie kondukt pogrzebowy wyruszył w stronę Mannar.

Niebywały tłum mieszkańców Mannar oczekiwał przybycia żałobnej procesji, by w najbardziej wzruszającej scenie z dziejów miasta przyjąć swojego zmarłego bohatera jakoby powracającego do domu. Po mszy żałobnej i odprawionych egzekwiach, doczesne szczątki O. Cierpki zostały złożone na miejscu swego spoczynku, na Cmentarzu Katolickim w Mannar”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *